Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział III „Nowa”

*most-dwojga-serc*

Strona Główna


Zajrzało 18516 osób

Księga Gości
Ksiega Gości
Dodaj do Księgi

O mnie




Dodaj do Ulubionych

Archivum

2009
Październik
Wrzesień
Marzec
Luty
Styczeń


Przyjaciele







Linki


potterowskie
tylko-ty-jedyny
pamiętnik-rudowłosej-miłości-rogacza
serce-kamieniem
sailormoon
new-story-about-love
szablony
samantha
tutaj należę
twilinghtfamily
twilinght
edward--i--bella
jasper-story.blog.onet.pl
amabilise
zmierzch-bella-edward
bell-vampire
zacmienie-ksiezyca
blacklove
lilyanne-cullen





Rozdział III „Nowa”

Rozdział III „Nowa”

NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ, ŻE BĘDZIE MI SIĘ TAK DOBRZE PISAĆ A I ŻE WAM MOŻE SIĘ PODOBAĆ A JEDNAK. BARDZO MNIE TO CIESZY, ŻE OPOWIADANIE ZNALAZŁO GRONO CZYTELNIKÓW, KTÓRE KTO WIE, MOŻE SIĘ POWIĘKSZYĆ CO MNIE NAPRAWDĘ NIESAMOWICIE CIESZY. OBY TAK DALEJ A DLA WAS KOLEJNA DAWKA EMOCJI. ZAPRASZAM DO CZYTANIA.

Ogłoszenie nr.2.
Mam małą prośbę do wszystkich czytelników. Ci którzy chcą być powiadamiani o nowych notkach proszeni są o wpisanie się do KSIĘGI GOŚCI. W ten sposób będzie mi łatwiej was odnaleźć….


Victoria zamyślona oglądała zdjęcie Jamesa. Nie chciała przyznać się przed samą sobą, że tęskniła za nim. Żałowała, że nie należała do płodnych wampirów. Dałaby mu wówczas dziecko, którego tak bardzo pragnął. James nigdy nie był święty. To była prawda. Ona jednak go kochała i nie mogła sobie wybaczyć, że pozwoliła mu pójść samemu. Nie zdawała sobie sprawy, że idzie on na spotkanie ze śmiercią. Zawsze myślała, że jest niepokonany. Cullenowie pokazali, że było inaczej. I za to zapłacą. Nie może im darować. Szykowała się krwawa zemsta.
- Widzę, że nie masz co robić.. – Do pokoju wszedł Ryder z szerokim uśmiechem na ustach. Z trudem stłumiła irytacje jaką w niej budził. Zaczynała żałować, że w ogóle z nim współpracowała. Był jednak świetnym łowcą, równie dobrym jak James. Z powodzeniem mógł równać się z Cullenami a że miał na pieńku z Carliste nie dziwiła się że się zgodził. Wszedł niezwykle zadowolony z siebie, z jego brody ściekała strużka krwi. Oblizał ją wyzywająco. Victoria starała się nie zwracać na niego uwagi, ale jakoś nie umiała. Nie ukrywała wcale, że ją fascynuje. Miał w sobie coś pociągającego. Roztaczał wokół siebie aurę, która wabiła naiwne dziewczęta. Niejedna padła jego ofiarą. – Postanowiłem zapisać się do szkoły. – Powiedział ku jej zaskoczeniu. Nie spodziewała się takiego wyskoku ze strony Rydera. – Dawno nie byłem. Warto przypomnieć sobie właściwie wykształcenie.
- A co będziesz robił? – Zapytała nie kryjąc rozbawienia. Ryder może wyglądał młodo, ale nikt nie wziąłby go za ucznia. Wystarczyło spojrzeć na wyższość jaką okazywał innym. No i Cullenowie. Na pewno domyślą się kim jest jak tylko się pojawi. Nie chciała by tak szybko odkryli jego obecność. Na pewno są ostrożni i podejrzewają, że w końcu zdecyduje się zadać cios. Zrobi to jednak w najmniej oczekiwanym momencie.
- Zostanę nauczycielem wf-u. Nikt nie będzie nic podejrzewał. – Powiedział nie kryjąc uśmiechu, podszedł do niej. Jego siła przyprawiała ją o mdłości. Przy nim czuła się taka słaba, kompletnie obezwładniona. Nie spodziewała się, że ktoś kiedykolwiek wywoła w niej tak wielką siłę. A jednak. Pojawił się on z zniewalającą mocą, siłą zdobywcy. Spodobał jej się z miejsca. Był jednym z potężnych wampirów z południa, krążyły o nim legendy. Wiekiem dorównywał Valturi a nawet niegdyś należał do zgromadzenia. Nie miał skropółów, był starszy od Cullenów i bardziej doświadczony. Widziała jak walczył. Nikt nie miał z nim szans. – Myślę, że odrobinę rozrywki nam nie zaszkodzi. Wiesz jak wspaniała jest krew młodej dziewczyny? Jej niezwykłe ciało… - Mówiąc to zbliżył jej twarz do swojej. Była dość ładna na swój wampirzy sposób, choć jej poprzedni Pan nie wychował jej tak jak powinien. Najwyższa pora by ktoś pokazał jej gdzie znajduje się miejsce dziewczyny. Po za nim nikt inny tego nie zrobi a przy okazji może okazać się całkiem zabawne. Szarpnął ją za włosy i wymusił pocałunek. Z początku się broniła ale okazał się o wiele silniejszy. I tak by zrobił to na co ma ochotę. Wolała się poddać a kto wie, może sama będzie miała odrobinę przyjemności. Od śmierci Jamesa nie miała innego mężczyzny a więc dla niej będzie to miła odmiana. Ostatecznie nadal była piękną i młodą dziewczyną…..

&&& &&& &&&

Poniedziałek nadszedł o wiele szybciej niż się spodziewałam. Niby chciałam iść do szkoły, ale z drugiej strony czułam się dziwnie. Nikogo nie znałam a wszyscy z rezerwatu chodzili do jednej szkoły. Dziwiłam się, czemu tata zgodził się na taki obrót sprawy. To było zupełnie nie w jego stylu. A jednak. Podjął decyzje nie uzgadniając tego ze mną. Miałam chodzić do normalnej, miejskiej szkoły. Gdy nieco zaspana zeszłam na dół Jacob już na mnie czekał. Był jakiś smutny i wcale się nie dziwiłam. Nieodwzajemniona miłość to bardzo przykre uczucie. Miałam kiedyś okazje się o tym przekonać. Tym bardziej ciekawiła mnie ta cała Bella Swan. Ostatecznie Jacob nie był brzydkim chłopakiem i mógł się podobać dziewczynom. Ja jednak widziałam w nim jedynie przyjaciela. Na miejsce dojechaliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie czuło potrzeby rozmowy a ja mogłam skupić się na moich rysunkach. W końcu dojechaliśmy. Dom Isabeli Swan znajdował się około dwudziestu minut od rezerwatu. Nie mogłam się doczekać kiedy kupią mi własny samochód. Ostatecznie prze ze mnie Jacob spóźni się do szkoły.
- Odbierać będzie cię Roger. – Poinformował mnie gdy wysiedliśmy z auta. Jęknęłam. Nie byłam zachwycona tym faktem. Nie wiem czemu, ale ciągle coś mnie odpychało od tego chłopaka. Miał w sobie jakiś taki niesmak. Nie umiałam jednak powiedzieć co to było.- Bella… - Twarz Jacoba momentalnie rozjaśniła się na widok siedzącej dziewczyny na gangu. Spojrzałam zaintrygowana, spodziewając się jakiejś niezwykłej piękności i…. nie powiem poczułam rozczarowanie. Bella Swan była całkowicie zwyczajną dziewczyną, choć po prawdzie sama nie wiem czego się spodziewałam. Nie chciałam jednak dać po sobie znać rozczarowania, więc uśmiechnęłam się do niej. Nie najlepiej mi to wyszło bo zobaczyłam w jej wzroku coś na kształt urazu.
- Bella, poznaj Lisbet… - Powiedział używając naszych zdrobnień. Nie cierpiałam pełnego imienia Elizabeth. Brzmiało tak jakoś staroświecko. Lubiłam jednak zdrobnienia i każdy nazywał mnie jak chciał. Chociaż nie. Liz też nie lubiłam. Gdy byłam mała tata często nazywał mnie Beth. Podobało mi się to. W jego głosie brzmiało ono tak czule. Wówczas myślałam że nas kocha.
- Cześć. – Powiedziała Bella z miłym uśmiechem. Jacob powiedział, że pochodziła z Pchoneix. Nie wyglądała jak dziewczyna z Pchoneix. Już ja byłam bardziej opalona a mieszkałam w Novym Yorku. Jej blada skóra przypominała raczej stałych mieszkańców Forks. Nie rozmawiałyśmy za długo. Czułam się nieco skrępowana jej obecnością, i nie wiedziałam czemu.
- Pamiętam cię. – Odezwała się w końcu przerywając ponure milczenie. – Przyjeżdżałaś z mamą w każde wakacje. Jak ja. Potem przestałaś.
- Pewnego dnia tata powiedział, że nie ma dla nas miejsca w jego życiu. – Odezwałam się suchym głosem. Zawsze byłam szczera do bólu. Taki już mój nawyk. – I zabronił nam tu przyjeżdżać. Tak po prostu. – Nadal czułam ból rozczarowania gdy to mówiłam. Za świeża rana, zbyt wczesny powrót. Gdy zobaczyłam jej współczujące spojrzenie odwróciłam głowę w stronę okna. Nienawidziłam jak ktoś litował się nade mną. Uznając temat za zakończony, dalej jechałyśmy w milczeniu.


&&& &&& &&&

Duncan miał szczerą nadzieje, że nic wielkiego się nie wydarzy. Unikał kłopotów. Na szczęście nieznajoma dziewczyna postanowiła dochować tajemnicy i nie powiedziała o tym, że ją uratował. Inaczej nie jechałby dziś spokojnie do szkoły. Wszystko wskazywało na to, że nikt, nic nie wie. Dzień zapowiadał się normalnie. Z jednym wyjątkiem. Nie padał deszcz, co było rzadkością. Nie potrafił przestać myśleć o spotkanej dziewczynie. Miała w sobie coś wyjątkowego, ale nie był pewien co. Jakoś nie umiał o niej zapomnieć. Z trudem powstrzymał się wczoraj przed wizytą w rezerwacie. Całe szczęście, że tego nie zrobił. Jak zwykle w niedziele, odbywały się polowania. Ktoś na pewno by go nakrył. Wolał tego uniknąć. Kiedyś na pewno znów się tam znajdzie. Chociaż by po to by na nią spojrzeć.
- Idziesz panie poirytowany? – Zawołała Rosalie specjalnie używając ksywki, choć wiedziała, że tego nie lubił. Westchnął blokując samochód. Nie był wcale poirytowany. Miał masę zmartwień na głowie, których nie umiał się pozbyć. Kątem oka zobaczył jak Edward śmieje się z czegoś co powiedziała mu Alice. Już dawno nie był taki zadowolony z siebie. Jednak dobrze zrobił sprowadzając Bellę z powrotem. Żałował, że wówczas tak się zachował. Nie wybaczyłby sobie gdyby coś się stało Edwardowi. Dzięki niemu był tutaj z nim i cieszył się życiem. Na szczęście brat i Bella wybaczyli mu. on jednak czuł się samotny niż kiedykolwiek w życiu. Odwrócił się chcąc rzucić Rosalie jakąś kąśliwą uwagę gdy zamarł. Gdyby nie fakt, że już był martwy dostałby już dawno palpitacji serca, albo umarłby na zawał. Na parking podjechała Bella, zatrzymując swój czerwony furgon. Nie to go jednak zmieszało. Z drugiej strony wysiadła dziewczyna. Dziewczyna z rezerwatu. Nie zwracał na nic uwagi. Po prostu gapił się na nią z otwartymi ustami. Ona również na niego spojrzała. Przez chwilę poczuł coś dziwnego. Nie umiał powiedzieć co to było. Odwrócił jednak szybko wzrok i zniknął w tłumie. Jednak wszystko odbywało się przeciwko niemu. Tajemnicza nieznajoma miała z nim wspólne trzy lekcje. Jak na złość na jednej z nich musiała usiąść koło niego. Przez cały czas skutecznie ignorował ją, widząc, że ta starała się nawiązać jakąś nić porozumienia. Do końca dnia została mu jeszcze jedna lekcja. Na szczęście ostatnia. Jeszcze więcej a by nie wytrzymał. Postanowił porozmawiać z Bellą. Dowiedzieć się czegoś na jej temat.
- Rety Duncan nie strasz mnie… - Powiedziała nieco speszona gdy wychodząc z toalety wpadła wprost na chłopca. Zapach go nie zmylił. To była ona. Inaczej trudno było wytłumaczyć mu innej dziewczynie po co czaił się pod toaletą damską.
- Przepraszam… - Powiedział niezbyt szczerze o czym świadczyły przebłyski w jego oczach. – Kim jest ta dziewczyna? – Wypalił z miejsca nie mogąc wytrzymać.
- To Elizabeth Darling. – Powiedziała zaskoczona jego nagłym wybuchem. – Jest z rezerwatu. Jej ojcem jest Jonn Darling. – Duncan zaklął pod nosem. Znał Jonna Darlinga. Jego pradziadek był jednym z członków Rady Starszych z którymi niegdyś zawarto układ. Cullenowie mogli sobie żyć spokojnie, dopóki nie wkraczali na teren rezerwatu. Do tej pory żadna ze stron nie złamała umowy. No prawie żadna. – Czemu pytasz? - Nie chciał zbyt wiele zdradzać. Na pewno powiedziałaby o wszystkim Edwardowi a on wolał uniknąć tłumaczenia i kazania o tym jak nieodpowiedzialnie się zachował. Do końca dnia będzie unikał dziewczyny a później zobaczy. Może jakoś z nią porozmawia. Oczywiście nie przedstawi się w stylu : hej jestem wampirem a ty moim odwiecznym wrogiem. Dla nas obojga najlepiej będzie jak będziemy trzymać się z daleka, nim wbije ci kły w szyje, lub ty skoczysz mi do gardła. Na pewno tego nie zrobi. Będzie musiał zachować się nieco inaczej. Nie była to łatwa sytuacja. Swoim głupim zachowaniem naraził życie bliskich mu osób. Najgorsze było to, że Edward umiał czytać w myślach, choć jak do tej pory mu się nie udało zajrzeć do jego. Być może to sprawiło, że chłopcy tak bardzo się zaprzyjaźnili. Od pierwszego spotkania zawiązała się między nimi nić sympatii. Dlatego tak bardzo nie chciał zawieść najlepszego przyjaciela. Miał dziwne, uczucie, że wszystko mu się wymyka spod kontroli. Bella spoglądała na niego zaciekawionym spojrzeniem. Podejrzewała, że był zdumiony jak i reszta Cullenów pojawieniem się dziewczyny. Niezbyt jej się to podobało. W głębi duszy czuła, że może dojść do tragedii. Elizabeth pochodziła z wrogiego klanu dawniejszych Lykanów. Po części była wilkołaczką. Edwardowi i tak nie podobała się jej zażyłość z Jacobem. Nie pozwoli jednak by dyktował jej co powinna robić. Obiecała zaopiekować się dziewczyną i zrobi to. Bez względu na to co chłopak sobie myśli. W końcu nie była jego własnością tylko dziewczyną. Z tymi myślami pozostawiła Duncana i skierowała się do sali, gdzie miała mieć kolejne lekcje.

&&& &&& &&&

Jacob wyjechał z rezerwatu. Obiecał ojcu załatwić kilka rzeczy w mieście. Nie da jednak rady odebrać Elizabeth. Był na sto procent pewny, że się nie wyrobi i bardzo tego żałował. Miałby okazje spotkać się z Bellą. Te ostatnie miesiące bardzo ich do siebie zbliżyły. Nawet nie liczył na powrót Edwarda, gdy ten niespodziewanie pojawił się ponownie w życiu dziewczyny. Jacob był naprawdę zrozpaczony. Zależało mu na niej. Kochał ją, bardziej niż to sobie wyobrażał. Nie chciał tego uczucia, bronił się przed nim. Nie umiał jednak uciec. Obejrzał się za siebie. Znowu ten samochód. Eleganckie, czarne BMV już od dłuższego czasu jechało za nim. W żołądku poczuł dziwny skurcz. Znał ten rodzaj samochodów. Gwałtownie przyhamował i czekał na rozwój wydarzeń. Stało się tak jak podejrzewał. Osoba , prowadząca BMV, również się zatrzymała. Powoli i ostrożnie wysiadł z samochodu. Żałował, że nie miał przy sobie broni. Nie miał pojęcia czego właściwie może się spodziewać. Jednak ku jego zaskoczeniu z samochodu wysiadła…. Rosalie Cullen. Gdy minęło pierwsze zaskoczenie nie kryjąc obawy, skierował swe kroki do dziewczyny.
- Witaj. – Powiedziała z lekką ironią, nie kryjąc swojej pogardy. – Pewnie spodziewałeś się kogoś innego?
- Nie przeczę. – Odpowiedział chłodno rozglądając się czy to nie jest jakaś pułapka. W przeciwieństwie do starszych nie ufał Cullenom. Podejrzewał jednak, że Bella nie wybaczyłaby Edwardowi, gdyby coś mu się stało. Wolał zachować ostrożność. – Śledziłaś mnie?
- Owszem. – Odpowiedziała bez skrępowania. – Myślę, że mamy wspólny interes.
- Jaki interes? – Musiał przyznać, że nie bardzo rozumiał o co właściwie chodziło. Nigdy nie miał z nimi żadnych interesów. W swoim spojrzeniu nie krył, że uważał ją za idiotkę.
- Bella…. – Odezwała się swym aksamitnym głosem nie ukrywając niechęci do dziewczyny. – Edward. Wydaje mi się, że nam obojgu na tym zależy. – Teraz to wprawiła go w osłupienie. Cullenowie byli wampirami to fakt. Jednak jako rodzina stanowili przykład nawet dla ludzi. nawet jemu czasami wydawało się, że byli zbyt idealni. Teraz powoli wychodziła prawda. A ukazywała ją Rosalie. – Myślę, że możemy sobie oboje pomóc.
- Niby w jaki sposób? –Zapytał spoglądając na nią spod oka. Nawet jeśli łączyły ich wspólne intencje to nie czuł powodu by jej zaufać.
- Razem, połączonymi siłami możemy rozdzielić ich na zawsze. – Powiedziała z pewnością siebie. – Nawet jeśli Bella stanie się wampirem nigdy nie będzie jedną z nas. Będzie inna. Edward zasługuje na kogoś lepszego od niej.
- Nie uważam Belli za coś gorszego. – Powiedział urażony jej słowami chłopak.
- Daruj sobie. – Rzuciła kąśliwie ignorując jego uwagę. Miała swoje zdanie i już. Nie znosiła jego obecności. Był jej wrogiem. Musiała jednak rozdzielić Edwarda z Bellą. Do tego potrzebowała pomocy Jacoba. Ryzykowny plan, zwłaszcza poprzez moc Edwarda. Miała jednak pomysł jak osłabić jego czujność. No i chłopak nie mógł czytać w myślach wilkołakom. Kolejny plus. – Tobie zależy na niej a mi na Edwardzie. – Po raz pierwszy odkąd związała się z Emmettem odważyła się powiedzieć to na głos. Prawda jest taka, że zawsze jej zależało. Została stworzona przez Carlista dla niego. Do tej pory milczała upojona towarzystwem Emmetta a jednocześnie mogła swobodnie filtrować z Edwardem i nikomu to nie przeszkadzało. Pojawiła się jednak Bella. I wywróciła ich świat do góry nogami. Rose miała wszystko pod kontrolą, ale teraz wszystko zaczęło się powoli wymykać. Nie może do tego dopuścić. – Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to wówczas ty będziesz miał Bellę tylko dla siebie a ja Edwarda. Każda strona będzie zadowolona. Co ty na to? – Jacob przez moment przyglądał się jej z napięciem. Plan był dobry, ale dość ryzykowny. Gdyby wszystko wyszło na jaw to wtedy straciłby w jej oczach na zawsze. Gdyby jednak się udało, i Bella w jakiś cudowny sposób rozstała się z Edwardem , byłby wówczas pierwszą osobą, która byłaby przy niej. Nie chciał by znienawidziła go w jakikolwiek sposób. Jednak uczucia wzięły w górę nad rozsądkiem. Wbrew sobie podał Rosalie rękę. Wspólnie zawarli pakt honorowy. Coś takiego nie zdarzało się na co dzień. Indianin długo patrzył za odjeżdżającą dziewczyną. Miał mieszane uczucia. Nie miał pojęcia czy dobrze postąpił. W głębi duszy czuł jednak, że tak właśnie było.

&&& &&& &&&

To był najgorszy dzień mojego życia. Nie miałam pojęcia, że pierwszy dzień tak źle się skończy. Byłam po prostu w szoku. Wszystko było w porządku dopóki nie poszłam na historię. Wybrałam ten przedmiot, bowiem marzyłam by w przyszłości móc studiować archeologię. Niestety nie było na nim Belli. A właśnie co do Belli. Muszę powiedzieć, że zmieniłam o niej zdanie. Wcale nie dziwię się, że Jacob się w niej zakochał. To sympatyczna i urocza dziewczyna. Na początku nam nie wyszło, jednak w szkole znaleźliśmy wspólny język. Z miejsca poznała mnie ze swymi nowymi przyjaciółmi, czyli z Jessiką, Mikiem, Tylorem i pozostałymi. Wszystko było wspaniałe dopóki go nie zobaczyłam. Nawet nie miałam pojęcia, że to uczeń. Wyglądał na o wiele starszego ode mnie. Chciała podziękować mu, ale on orientacyjnie mnie ignorował. Uwierzycie? Udawał, że mnie nie zna po tym jak uratował mi życie. Dla mnie był to istny szczyt bezczelności. Na historii przeszedł samego siebie. Przynajmniej dowiedziałam się jak się nazywa. Duncan Cullen. Wypowiadam imię z zaciśniętymi pięściami, mało nie zgniatając długopisu w ręku. Nawet jak dla kogoś takiego jak on, to było zbyt żenujące. Gdy nauczyciel kazał mi usiąść obok niego, zrobił coś czego nikt się nie spodziewał a ja sama czułam się upokorzona. W dodatku obecna była jego siostra Alice, która patrzyła na mnie jakimś takim dziwnym wzrokiem.
- Dlaczego nie chcę pan by usiadła koło pana, panie Cullen? – Zapytał nauczyciel przy całej klasie. Wydawało mi się, że na moment poczerwieniał na twarzy, ale trudno było mi to stwierdzić.
- Nie mam ochoty na niczyje towarzystwo. – Oświadczył oschłym tonem, lustrując mnie wzrokiem. – A zwłaszcza jej. – Poczułam wtedy jak łzy wzbierały mi się pod powiekami. Zabolało. Klasa wybuchła gromkim śmiechem a ja poczułam się strasznie upokorzona.
- Chyba nieco przesadziłeś… - Usłyszałam głos Alice, ale nie zwróciłam na niego uwagi. Wybiegłam z klasy, wprost do łazienki, gdzie wybuchłam płaczem. Najpierw uratował mi życie a potem mnie upokorzył. Z tym facetem stanowczo coś było nie tak.
- Chusteczki? – Usłyszałam niespodziewanie męski głos. Odwróciłam się i aż zaparło mi dech. Prze de mną jawił się strasznie przystojny chłopak, o niezwykle bladej twarzy. Jego spojrzenie sprawiało, że miękły mi kolana.
- To chyba damska toaleta. – Wykrztusiłam, nie mogąc nic sensownego wymyślić.
- Obawiam się, że nie. – Zarumieniłam się gdy zorientowałam się, że chłopak miał jednak racje. Z tego wszystkiego pomyliłam toalety. Nie ma to jak dobijanie umarłego. Wydukałam jakieś przeprosiny, po czym pospiesznie opuściłam toaletę wpadając na Alice Cullen.
- Powinnam przeprosić za brata. – Powiedziała, wydając się nieco speszona naszym spotkaniem. – Nie spodziewałam się tego po nim. Dogadałam się z nauczycielem. Usprawiedliwi ci nieobecność a siedzieć możesz koło mnie. Jasper usiądzie z Duncanem. – Uśmiechnęła się tak ciepło, że nie mogłam odmówić. Jednak chyba tylko Alice była dla mnie przyjacielska. Po za nią z całej rodziny Cullenów, wszyscy byli chłodni i obcesowi. Nawet chłopak Belli, Edward potraktował mnie z rezerwową przyjemnością. Nie powiem zabolało. Miałam wrażenie, że coś ze mną nie tak, bowiem wszyscy inni byli naprawdę mili. Próbowałam wymusić coś na Belli, ale nie chciała mi nic powiedzieć. Powiedziała, jedynie bym trzymała się z dala od Cullenów, bowiem w rezerwacie mogliby to nieopatrznie zrozumieć. Nie wiem co miały znaczyć te słowa. Nie spodobały mi się. Brzmiały jak ostrzeżenie. Czułam jednak, że wkrótce poznam ich znaczenie. Nie spotkałam Duncana już później. Dopiero dwie godziny, po tym jak wychodziłam ze szkoły stał na parkingu, rozprawiając o czymś z jasnowłosą blondynką. Na moment nasze oczy spotkały się. W nich również dostrzegłam ostrzeżenie, i coś jeszcze. Coś czego nie mogłam rozszyfrować. Szybko jednak odwróciłam głowę, zmierzając w stronę czekającego na mnie Rogera. Podjęłam jednak dwie decyzje. Unikać Duncana Cullena, oraz dowiedzieć się o co chodzi. Nie mogłam tego tak zostawić. Czułam rosnącą tajemnicę. Zagadkę, którą musiałam rozwiązać. Nie obchodziły mnie ostrzeżenia, jakie wszyscy rzucali mi w około. Dręczyło mnie strasznie upokorzenie, ze strony Duncana Cullena i obiecałam sobie, przy najbliższej okazji dać mu solidną nauczkę. Nie należałam do osób, które nadstawiały drugi policzek. Znalazł sobie we mnie równą przeciwniczkę i przy najbliższej okazji zamierzałam mu to udowodnić. Uśmiechnęłam się zalotnie do Rogera. Denerwował mnie to fakt, ale był jedyną osobą w pobliżu, która była dla mnie w miarę życzliwa. Już pogodziłam się z tym faktem. Nim wsiadłam do złocistego, czegoś Rogera czułam na sobie figlarne spojrzenie Duncana. Z wyższością wsiadłam do samochodu o ile mogłam nazwać to samochodem, czego nie byłam taka pewna. Wsiadając do auta żałowałam, że nie mogłam zapaść się pod ziemię. Ok. nie mam nic przeciwko starym, dobrym terenówka. Tu w Forks była dobrym pojazdem. Ale taki kolor? Rety, już chyba gorzej być nie może. Odjeżdżając czułam na sobie spojrzenia wszystkich. Zastanawiałam się w jaki sposób zdołam przeżyć jutrzejszy dzień.

&&& && &&&


- To nie było zbyt miłe. – Powiedziała chyba po raz kolejny Alice, zwracając uwagę Duncanowi. I tak był zły na siebie. Wiedział, że koło niego było ostatnie wolne miejsce i czuł się trochę jak Edward gdy po raz pierwszy zobaczył Bellę. Jej zapach, sama obecność. Była jak narkotyk. Krew Belli miała pewnego rodzaju aromat, ale krew tej dziewczyny. Nie umiał powiedzieć co to właściwie było. Nigdy w życiu czegoś takiego nie czuł. Wyczuł ją zanim jeszcze ją zobaczył. Zresztą nie tylko on wydawał się zaskoczony. Cała sytuacja zaczęła poważnie niepokoić pozostałych Cullenów, z Edwardem na czele. Dobrze wiedzieli kim jest ta nowa dziewczyna. Z miejsca wyczuli jej krew. Czemu więc tylko on wyczuł ją intensywniej od innych. – Sprawiłeś jej przykrość.
- I dobrze. – Mruknął Duncan nie czując się przez to wcale nie najlepiej. Nigdy na umyślnie nikogo nie skrzywdził. Nawet wtedy gdy namieszał w życiu Belli i Edwarda, ale i wtedy nie miał wyrzuty sumienia. Gadka Alice tylko pogorszała całą sytuacje. – Powinna od razu wiedzieć by trzymać się od niej z daleko.
- Może od razu jej powiedz, że jesteś wampirem i przy najbliższej okazji zabijesz ją, jeśli się do ciebie zbliży. – Warknęła o wiele ostrzej niż chciała. Kłótnia młodych Cullenów zaintrygowała Jaspera i Edwarda. Alice nie była kłótliwą osobą w przeciwieństwie do Rosalie, która zawsze głośno wyrażała swoją opinię. Nagły wybuch dziewczyny zaskoczył wszystkich, nawet Bellą. Wszyscy troje podeszli do nich. Jasper objął i przytulił Alice. Dziewczyna odwzajemniła mu delikatnym pocałunkiem. Ta demonstracja uczuć nieco zabolała Bellę. Wśród towarzystwa Edward zachowywał niezwykłą wstrzemięźliwość. W ogóle był bardzo ostrożny, choć posuwał się coraz dalej. Ich delikatne pieszczoty nie ograniczały się tylko do delikatnych pocałunków. Uśmiechnęła się jednak to chłopca, którego tak bardzo kochała.
- Możecie powiedzieć co wam jest? – Zapytał zaintrygowany Jasper, który nie lubił kłótni. Dlatego z Alice, od wieków tworzył tak dobraną parę.
- Nic. – Odpowiedziała Alice uśmiechając się. Wyglądało na to, że wszelka złość już dawno jej minęła. Duncan czuł, że nigdy nie zrozumie tej kobiety. Nie chcąc jednak przedłużać kłótni nie odezwał się już.
- Nie podoba mi się ta cała sytuacja. – Powiedział w końcu Edward przerywając niezręczną ciszę. – Myślę, że Carliste powinien spotkać się z Radą Starszych. Na pewno bez powodu jej tu nie sprowadzili.
- Też mi się tak wydaje. – Przyznała Alice. Nie dość, że mieli poważne kłopoty z Alice, która na pewno szykowała się do wojny to jeszcze nagłe pojawienie się Indianki w szkole wywołało sporawe zamieszanie. – Coś się szykuje. Czuje, że wkrótce wszystko się zmieni.
- Boję się Alice, że masz racje. – Przyznał jej Duncan. Wtedy żadne z nich nie miało pojęcia jak prorocze okażą się jej słowa.

&&& &&& &&&

Nie tylko oni czuli obawy. Ukryci we Włoszech Valtouri również czuli lęk. Najbardziej obawiała się młodziutka Jane, której losy wkrótce miały się rozstrzygnąć.
- Mam udać się do Forks? – Zdumiał się Aro przyglądając się nie pewnie swojej pani. – Ale po co? Nie kazałaś śledzić Cullenów. Darowałaś im życie. – Był zdumiony gdy go wezwała z samego rana i wyskoczyła z nieoczekiwaną prośbą.
- Nie chodzi mi o Cullenów. – Powiedziała znieciepliwonym głosem. – Są mi całkowicie obojętni. Wiem, że dostosują się do mojej decyzji. Jednak wkrótce pewne wydarzenia zmienią nas na zawsze.
- Chodzi ci o przepowiednię tej małej wampirzycy? – Zapytał a Jen kiwnęła głową. Jej przepowiednia, mogła być potokiem prawdziwej lawiny. Nigdy nie stosowała hipnozy. Moc Aro bywała nieprzewidywalna. Zrobiła to po raz pierwszy. I to co zobaczyła zaskoczyła ją a nawet przeraziło. Wieczne życie powoli ją męczyło. Musiała jednak zrobić wszystko by zachować władzę. Nie pozwoli na nadejście nowego świata. Dlatego swoim pobratyńcom nie powiedziała wszystkiego. Jej czas jeszcze nie nadszedł.
- Doprawdy Aro mniej więcej zaufania. – Powiedziała zniecierpliwiona. – Jedź i nie zawiedź mnie. – Aro skłonił się nisko. W słowie młodej wampirzycy wyczuł strach. Nie okazywała strachu. Mimo iż najmłodsza miała o wiele więcej siły od nich. Coś więc było nie tak. Czuł, że odpowiedź znajdowała się w Forks. Musiał wiec pojechać tam jak najszybciej.

&&& &&& &&&

RETY. CHYBA NAJDŁUŻSZY ROZDZIAŁ JAKI NAPISAŁAM. MAM NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ SPODOBAŁ. WASZE KOMENTARZE MAJĄ DLA MNIE SZCZEGÓLNE ZNACZENIE. WIELE OSÓB ZABIJE MNIE PEWNIE CO DO POSTACI ROSALIE. POSTANOWIŁAM JEDNAK COŚ ZMIENIĆ I MAM NADZIEJE, ŻE OWE ZMIANY WAM SIĘ SPODOBAJĄ. CO O TYM MYŚLICIE? PISZCIE. NIE OSZCZĘDZAJCIE KLAWIATURY. WSZELKA KRYTYKA JEST BARDZO WAŻNA. POZDRAWIAM I DO NASTĘPNEGO RAZU

Przypominam jeszcze raz dla chętnych, którzy chcą być powiadomieni o nowej notce proszeni są o wpisanie do księgi gości. Za utrudnienia przepraszam….

Tekst pochylonyTekst pogrubiony

rosmaneczka 15/02/2009 14:00:17 [Powrót] Komentuj



Bardzo przepraszam, ale skoro czytałaś moje opowiadanie [HisBrownEyes] to chyba powinnaś zauważyć, że NIC nie jest związane tam ze Zmierzchem ! Też jestem fanem tej książki, ale... bez przesady, że bohaterka wygląda jak Stewart to nie znaczy, że pojawia się tam Edward czy wampiry. Pozdrawiam ^^
Angie 5/03/2009 18:04:30
| brak www IP: 85.89.190.161

Nowa notka na hermione-potter.blog.onet.pl Zapraszam!
Hermione_Potter 5/03/2009 13:45:14
| brak www IP: 83.15.49.46

Hej. Na serce-kamieniem ukazał się 14 rozdział na którego serdecznie cię zapraszam. Pozdrawiam! ;*
Czarna Kotka 4/03/2009 18:56:50
| brak www IP: 84.10.83.94

Hej ! Świetnie piszesz ! :) serio podoba mi sie twoj blog dlatego dodaje cie do linkow ;) pozdrawiam :)
Marta :) 3/03/2009 18:13:38
| brak www IP: 83.28.226.224

Kochana!
Bardzo, bardzo przepraszam, że tak długo mnie tu nie było (tzn. nie czytałam, nie komentowałam, nie dawałam znaku życia) ale czasu kompletnie brak. Mam nadzieję, że się nie gniewasz? xD Co do rozdziału, to świetny, jak zawsze zresztą. Elizabeth widać, działa na Duncana ;) Mmm... Kocham to opowiadanie i twój styl pisania ;** Już się wpiałam do księgi gości, żebyś mnie powiadamiała:** A jeśli mam ciebie informować o newsach to tez bardzo bym cię prosiła o wpisanie się do księgi. Z góry dziękuję i pozdrawiam :** I zapraszam na new rozdział (już 6!) :**
Maddie 2/03/2009 17:22:10
| brak www IP: 83.23.124.161

Nowy rozdział na http://in-blackness.blog.onet.pl !
India 28/02/2009 22:17:21
| brak www IP: 83.27.253.110

Pojawiła się nowa notka na www.dzioonia.blog.onet.pl Zapraszam serdecznie ;* A, co do Twojego bloga, to muszę się przyznać, że jak na razie przeczytałam tylko połowę notki. Postaram się to nadrobić, jak tylko będę miała więcej czasu, obiecuję. Pozdrawiam ;*
Dzioonia 28/02/2009 14:41:49
| brak www IP: 83.12.83.50

Witaj. Niezmiernie mi miło, że spodobała ci się moja opowieść o Draco i Hermionie. Jestem zaskoczona twoim jakże dodającym otuchy komentarzem. Twój blog też mi się spodobał. Te stonowane kolory, a nagłówek-cudo! Oczywiście, będę Cię informować o nowych rozdziałach. Ty też mnie informuj. Jakbyś chciała pogadać to to moje gg 9474007. Dziękuję za dodanie do linek, ja również cię dodam. Pozdrawiam bardzo gorąco.^^ www.serce-kamieniem.blog.onet.pl ;* ;*
Olivia 27/02/2009 18:34:24
| brak www IP: 84.10.83.94

Nowy rozdział, na www.zuzanna-and-kaspian.blog.onet.pl Pozdrawiam i Zapraszam
Zuzanna :* 26/02/2009 20:37:27
| brak www IP: 84.10.219.227

No tak. Z tego wszystkiego zapomniałam wspomnieć o tych błędach w nazwach. Moja głowa xD xD xD
Ignise 25/02/2009 16:42:01
| brak www IP: 89.239.121.51


Podstrona: *1* / 2 / 3 / 4



>>Lay & html by Mirabell Powered by blog4u <<