Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział II „Pierwsze spotkanie”

*most-dwojga-serc*

Strona Główna


Zajrzało 38818 osób

Księga Gości
Ksiega Gości
Dodaj do Księgi

O mnie




Dodaj do Ulubionych

Archivum

2009
Październik
Wrzesień
Marzec
Luty
Styczeń


Przyjaciele







Linki


potterowskie
tylko-ty-jedyny
pamiętnik-rudowłosej-miłości-rogacza
serce-kamieniem
sailormoon
new-story-about-love
szablony
samantha
tutaj należę
twilinghtfamily
twilinght
edward--i--bella
jasper-story.blog.onet.pl
amabilise
zmierzch-bella-edward
bell-vampire
zacmienie-ksiezyca
blacklove
lilyanne-cullen





Rozdział II „Pierwsze spotkanie”

NIE JEST ŁATWO PISAĆ O CZYMŚ TAK KULTOWYM JAK ZMIERZCH. MAM JEDNAK NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ SPODOBA. ZAUWAŻYLIŚCIE WIELE NOWYCH POSTACI. DZIŚ NIM ZACZNĘ CAŁĄ HISTORIĘ PRZEDSTAWIĘ KILKA Z NICH. OTWORZĘ RÓWNIEŻ PODSTRONĘ ABYŚCIE LEPIEJ MOGLI POZNAĆ CAŁĄ HISTORIE. ZAPRASZAM SERDECZNIE:

takie malutkie ogłoszenie. brak mi odpowiedniego szablonu.. jak widzicie mam zastępczy i nie mam zielonego pojęcia o htmel i grafice. gdyby ktoś z czytelniczek znał się i mial chwilę czasu byłabym wdzięczna za jakiś ładny pasujący szablon.

Elizabeth Darling: nazywana przez wszystkich przyjaciół Liz, jedynie Duncan nazywa ją pieszczotliwie Lisbet. Nie wie nic o przepowiedni. Żyje własnym życiem dopóki nie umiera jej matka. Opuszcza Novy York i wraca do rezerwatu. Tam niespodziewanie jej życie zmienia się całkowicie. Zakochuje się w chłopaku z wrogiego klanu. Jej miłość może zmienić losy całego świata. Będzie musiała wybierać pomiędzy miłością a rodziną…

Duncan Cullen: Jest wampirem. Niezwykle przystojny i niezwykle samotny. Gdy Edward poznaje Belle, długo nie może się z tym pogodzić. Edward był tym, który uratował mu życie zamieniając go w wampira. W rodzinie Cullenów każdy kogoś ma, tylko nie on. Wszystko się zmienia gdy poznaje niezwykłą dziewczynę, która przyciąga go jak magnez. Gdy odkrywa kim jest stara się trzymać od niej z daleka, co wcale nie okazuje się takie łatwe.

Roger Manson: Najlepszy przyjaciel Jacoba. Od początku podoba mu się Lisbet i nie ukrywa swojej niechęci wobec Duncana. Jest zazdrosny o względy dziewczyny. Roger jest narwany i nienajsprytniejszy. Mimo wszystko stoi na czele swego małego klanu młodocianych.

NA DZISIAJ TE TRZY OSOBY. JEŚLI KOGOŚ DODAM NA PEWNO WAS POWIADOMIĘ. TYMCZASEM ZAPRASZAM WAS NA II ROZDZIAŁ OPOWIADANIA.

Nieco speszona spoglądałam na chłopca, który nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie wytrzymując napięcia odwróciłam głowę. Próbowałam wstać ale nadal czułam ból całego ciała. Chłopak niewzruszony nadal rozcierał moje obolałe kości.
- Gdzie jestem? – Wyszeptałam zachrypniętym gardłem, powoli odzyskując głos.
- W jaskini, niedaleko La Push. – Odpowiedział nie kryjąc swego zniewalającego uśmiechu. Przyłapałam się na tym, że mimo zamarznięcia rumieniłam się. – Miałaś szczęście że byłem w pobliżu. – Wyczułam naganę w jego głosie , ale nie powiedziałam nic. Nie miał prawa robić mi żadnego kazania. W końcu nie miałam pojęcia kim on był. Zwykle unikałam obcych, ale przy nim czułam się wyjątkowo bezpiecznie. Działał na mnie niezwykle kojąco i spokojnie. Nikt mnie tak jeszcze nie uspokajał. Żałowałam, że nie miałam możliwości namalowania go. Miałam za to wzrokową pamięć i z niezwykłą uwagą studiowałam jego twarz. Był idealnym modelem. Jeszcze nie miałam okazji poznać kogoś z takimi proporcjami. On nie był zwyczajnie przystojny. On był wprost zabójczy. Już wyobrażałam sobie w jakiej pozie go namaluje gdy…
- Moje przybory… - Wykrzyknęłam zrywając się z miejsca. Uczucie bólu minęło, bowiem miałam przy sobie wszystkie moje szkice i niezwykle drogie ołówki na które tu z pewnością nie zarobię. Miałam do nich również słabość sentymentalną, bowiem był to ostatni prezent od mojej mamy. Nie zawsze trafiała w mój gust.
- Spokojnie… - Chłopak ułożył mnie delikatnie z powrotem. – Są tam. Muszę przyznać, że całkiem niezłe rysunki. Masz talent. – Spojrzałam z ulgą na wskazane rysunki i znowu poczułam się speszona. Rzadko kiedy pokazywałam moje prace, choć kiedyś marzyłam by znalazły uznanie wśród wielkich francuskich autorów. To było jednak ciche marzenie, które na pewno się nie spełni. Z drugiej zaś strony poczułam się mile połechtana jego komplementem. – Niezwykle dobrane światło… idealne kreski pod każdym względem. Twoje szkice wyglądają jakby miały wyskoczyć na zewnątrz.
- Przesadzasz…. – Mruknęłam speszona a on wyglądał na wyraźnie rozbawionego. – Maluje od kiedy nauczyłam się trzymać pędzel w rękach. Nie wyobrażam sobie życia bez malarstwa.
- Nie wyglądasz na artystkę.. – Nie miałam pojęcia czemu miała służyć ta dziwna uwaga. Nieco dziwna z ust tak niezwykłego chłopaka.
- To znaczy, nie jesteś ekscentryczna.. – Powiedział widząc moje zdumienie. Jeśli to miał być komplement to niezbyt mu wyszedł. Spiorunowałam go wzrokiem, choć miał w sobie coś takiego, że trudno było się na niego gniewać.
- Wielkie dzięki. – Mruknęłam starając się wymyślić jakąś kąśliwą uwagę. Niestety nie przychodziło mi do głowy nic sensownego. Mimowolnie spojrzałam na zegarek i aż zachłysnęłam z wrażenia. Było już po dwudziestej. Wyszłam na dwie godziny a nie było mnie z pięć. Na pewno będą się martwić. Nie tracąc czasu ruszyłam w stronę wyjścia. Nieznajomy chłopak znalazł się tuż przy mnie. Przez ciało przebiegły mi dreszcze gdy dotknął mojej skóry. Cofnęłam się zaskoczona nieznanym doznaniem. On również wydawał się zmieszany. Razem wyszliśmy na zewnątrz. Było już ciemno. Zastanawiałam się jak znajdziemy drogę do rezerwatu.
- Tamta ścieżka poprowadzi cię do domu. – Powiedział ku mojemu zdumieniu. Dziwiłam się, że z tej odległości w ogóle coś dostrzegł. Było przecież ciemno. Posłusznie ruszyłam za nim. Faktycznie była tam droga. Chciałam odwrócić się i podziękować, ale go nie było. Zupełnie jakby zniknął. Nieco dziwne. Nie zastanawiając się za wiele ruszyłam w stronę rezerwatu. Nie odeszłam za daleko, gdyż drogę zastąpił mi Roger Manson, przyjaciel Jacoba. Nie wiedzieć czemu, nigdy za nim nie przepadałam. Miał w sobie coś odpychającego.
- Martwiliśmy się o ciebie. – Powiedział nie kryjąc ulgi na mój widok. – Mieliśmy już zarządzać poszukiwania.
- Nie przesadzaj. – Mruknęłam wymijając chłopca. Chciałam znaleźć się w swoim dawnym pokoju. Chwycić za ołówek i uwiecznić chłopca, który mi pomógł. Nie zauważyłam, że z oddali dwoje staruszków przygląda mi się z uwagą. Była to babcia i Jonn, jej najlepszy przyjaciel.
- To się już zaczyna. – Powiedziała do mężczyzny, choć ja nie mogłam słyszeć jej słów. O rozmowie dowiedziałam się dużo później. – Nie da się cofnąć przeznaczenia.
- Że też musiało to się stać…. – Powiedział ze smutkiem kiwając głową. – Przeznaczeniu nie da się uciec. Co ma się wydarzyć i tak się stanie…… - Wielkie słowa, miały mieć później znaczenie w moim dalszym życiu….

&&& &&& &&&

Niby wszystko było takie same a jednak inne. Duncan czuł, że nie powinien zapuszczać się w pobliże rezerwatu, jednak uwielbiał plażę La Push. Nie chciał jednak zostać zauważony. Coś go tam przyciągało. Teraz już wiedział co to było. Ta dziewczyna. Zaintrygowała go, choć wyczuł krew wilka. Gdyby nie zdążył na czas zamarzłaby w śniegu. Jej krew była jak magnez. Zniewalała go, odurzała. Czy Edward czuł się tak w towarzystwie Belli? Na pewno tak skoro był wstanie popełnić samobójstwo. A on? On nie miał pojęcia co czuł. Na pewno powinien trzymać się z dala od rezerwatu i dziewczyny. W końcu ktoś go nakryje a to może wywołać nawet wojnę. W końcu dawno temu zawarli pakt z tymi stworzeniami. Jej zapach z miejsca wyczuł. Wyjątkową woń. Z miejsca domyślił się kim była. Zaintrygowała go. Zazwyczaj zapach wilkołaka sprawiał, że trzymał się z daleka. Tak było w przypadku Jacoba, przyjaciela Belli. Jednak nie ona. Gdy tylko znalazł się w rezerwacie domyślił się że coś się stało. Znalazł ją po zapachu. Leżała w śniegu, na wpółprzytomna, niemal lodowata. Modlił się żeby nie było za późno. I udało mu się. Nie stało jej się nic poważnego. Na szczęście. Zamyślony nie zauważył kiedy w domu pojawiła się reszta rodziny.
- Hej… - Carliste uśmiechnął się do chłopca. Duncan mruknął coś w odpowiedzi. Pragnął chwili spokoju i spodziewał się znaleźć go w jadalni. Niestety nie było mu to dane. Jego szczęśliwa rodzinka pojawiła się bardzo szybko. Nie żeby miał coś do nich, ale choć przez chwilę chciał pozostać sam. Brakowało jedynie Edwarda, który był pewnie z Bellą. Od dłuższego czasu nie rozstawał się w ogóle z dziewczyną. Ta rozłąka nauczyła ich jak wiele dla siebie znaczą.
- Hej…. – Odpowiedział niezbyt wyraźnie. Nie miał humoru i wszystko go drażniło. Martwił się również czy nie popełnił błędu. Nie żeby żałował. Gdyby jej nie znalazł to wówczas ona by umarła. Nie miał jednak pojęcia czy można jej ufać. Martwił się bo gdyby dowiedzieli się, że był na terenie rezerwatu to wówczas jego rodzina miałaby kłopoty a była to ostatnia rzecz jaką chciał. Za bardzo mu na nich zależało. Nigdy nie żałował swej decyzji o zostaniu wampirem. Wręcz przeciwnie. To była o wiele lepsza decyzja niż śmierć. Potrzebował jednak chwili samotności co dałoby mu szansę skupić się nad samym sobą. W dużym gronie nie miał na to szans zwłaszcza, że pojawili się Rosalie i Edward z głupim uśmiechem na twarzy a Rosalie trzymała w ręku scrable. Uwielbiali to. Spędzali w ten sposób dużo czasu razem. Przez cały czas Duncan był nieobecny. Nie włączał się do kłótni pomiędzy Alice i Edwardem. Bezmyślnie układał co poniektóre wyrazy aż…
- Lisbet… - Przeczytała na głos Rosalie. – Co to w ogóle jest?
- No chyba imię. – Zauważył Edward nieprzekonany.
- Nie ma takiego. – Rosalie nie dała się wrobić. – Nie ma takiego imienia. – Rosalie zawsze należała do upartych osób i uwielbiała dominować nad wszelkie sposoby. Dopiero po chwili do Duncana dotarło co właściwie zrobił.
- Cholera. – Zaklął zły i nie zwracając na nikogo uwagi odszedł do stołu. Edward postanowił z nim porozmawiać. Czuł, że od jakiegoś czasu źle działo się z przyjacielem. Od czasu gdy on związał się z Bellą. Zastał Duncana stojącego na balkonie, obserwującego płatki śniegu.
- Czy żałujesz? – Wyrwało się mu, choć nigdy nie miał śmiałości zadać tego pytania. Kiedyś jednak musiało dojść do tej rozmowy. Kiedyś znaczyło właśnie teraz.
- Czego? – Zapytał zdumiony.
- Swojej decyzji? Tego, że stałeś się wampirem? – Edward postawił sprawę jasno. Kiedyś dawno temu dał mu wybór. Jako lord Starling Duncan miał przed sobą przyszłość, przypadek sprawił że obaj chłopcy poznali się w ekskluzywnej szkole. Wówczas Duncan nie wiedział kim jest Edward. Gdy umierając zgodził się pod jednym warunkiem. Gdy będzie źle sam wybierze rodzaj śmierci. Jedynie wykonawcą miał być Edward.
- Nie. – Powiedział z niezwykłym przekonaniem. – I nigdy nie żałowałem. Dałeś mi niezwykły dar. Mogę odkrywać uczucia innych. Poznawać ich świat. To niezwykłe.
- Martwię się. – Edward nie ukrywał swoich uczuć. Wiedział, że przyjaciel czyta w nich jak w księdze. Nie na darmo miał moc empatii. Wyczuwał uczucia innych ludzi na odległość. – Odkąd poznałem Bellę mam wrażenie, że odsuwasz się ode mnie. – To była prawda i Duncan nie ukrywał tego. Wolał trzymać się z daleka od Belli bo jej zapach był niezwykle pociągający. Nie był jedynym wampirem, który to czuł. Pamiętał nie tak dawną sytuację z Jasperem, który doszedł nieco do siebie po ataku na dziewczynę i był już bardziej opamiętany.
- Poradzę sobie. – Odparł pewnie, czując prawdziwy niepokój przyjaciela. – Na pewno i ja kogoś znajdę. Jak nie to trudno. Mam całą wieczność… - Dodał. Edward wcale nie był uspokojony. Martwiły go ostatnie wizje Alice o których mu nie powiedzieli. Miał nadzieje, że one się nie spełnią. Duncan zaś pragnął nigdy nie spotkać dziewczyny, z rezerwatu i nie spodziewał się na nią trafić. Nie miał pojęcia, że los chciał jednak inaczej…

&&& &&& &&&

Było już dość późno a Bella była zmęczona. Cały dzień spędziła z Edwardem. Ostatnio coraz lepiej im się układało i nie kryła swojej radości. Była szczęśliwa. Czekała ją jednak trudna rozmowa z rodzicami. Będzie musiała powiedzieć im prawdę kim się stanie. Nie mogła tego ukrywać. Na pewno z czasem zauważą w niej zmiany. Oczywiście zamierzała być wegetarianką choć Edward mówił, że nie będzie to łatwe. Biedak. Widziała jak się z tym męczył. Najchętniej w ogóle by jej nie zamieniał. Rada Volturi wybrała jednak inaczej. Oni również. Zdumiała się jednak widząc parkujący pod ich domem samochód Jacoba Blacka. Od kiedy zaczęła ponownie spotykać się z Edwardem Jacob zaczął jej unikać. Ucieszyła się na widok przyjaciela. Źle wyglądał. Bella wiedziała, że powodem była zbliżająca się pełnia.
- Mój tata mnie….
- Przysłał cię po to bym zerwała z Edwardem. – Powiedziała znając słowa Jacoba na pamięć. Musiała przyznać, że irytowało ją to.
- Nie. To też, ale jest ważniejsza sprawa. – Jacob westchnął ciężko i przysiadł na łóżku. Cieszyła się, że nie było Edwarda. Mogłoby być nieco niezręcznie. Nie było tajemnicą, że obydwaj nie przepadali za sobą. – W poniedziałek pojawi się Elizabeth Darling. To córka Jonna Darlinga. Znałaś ją. Jest na wpół Indianką.
- I nie będzie chodzić do szkoły w rezerwacie? – Zdumiała się dziewczyna spoglądając na chłopaka. Wiedziała, że oni wszyscy chodzili do szkoły w rezerwacie.
- Sam jestem zaskoczony. – Przyznał chłopak, który nie ukrywał, że cała sytuacja nie podobała mu się. – Elizabeth może nie jest w pełni Indianką i nie należy do naszej rasy. Nie wszyscy nasi ją zaakceptowali. Ma jednak w sobie krew wilka a to oznacza….
- Że może się zmienić. – Dokończyła za niego Bella rozumiejąc całą sytuacje lepiej niż myślał. Spędziła więcej czasu z wilkołakami i wampirami niż ktokolwiek inny. Wiedziała doskonale o co chodzi. – Ale nie musi. Ostateczny wybór będzie należał do niej. Czy ona wie?
- Jeszcze nie. – Jacob nie bardzo wiedział jak ma to wszystko wyjaśnić by Belli łatwiej było opiekować się dziewczyną. – My przemieniamy się w dojrzewającym wieku, czyli od siedemnastego roku życia. Jednak nie wiem jak działa to wśród mieszańców. Na pewno będzie zaskoczona gdy pewnego dnia obudzi się z włosami w miejscach gdzie nie powinno ich być…. – Zaśmiał się na chwilę wyobrażając sobie minę dziewczyny. Szybko jednak spoważniał. – Mimo wszystko nie rozumiem czemu je odesłał. Nie chciał powiedzieć im prawdy. Coś ukrywa, nie tylko przed córkami. Starszyzna ma jakieś swoje sekrety o których nie mówią. Podobno też Elizabeth będzie miała prawo wyboru, jeśli sama się nie Przeistoczy.
- A ty? – Zapytała nie kryjąc swej ciekawości. Znała Jacoba dość dobrze i nie kryła niepokoju o chłopca. Wiedziała, że w końcu nadejdzie moment w którym i on stanie się wilkiem. Uśmiechnęła się do niego łagodnie by zachęcić do odpowiedzi. Czuła jak bardzo się wahał. Nie był pewny co ma właściwie odpowiedzieć. Wolał zmienić temat. Wystarczyło, że od jakiegoś czasu źle się czuł. Nie chciał mówić na razie wszystkiego Belli. Ostatecznie wkrótce miała stać się ich wrogiem. Mógł mieć nadzieje, że zmieni zdanie, ale bardzo w to wątpił.
- Bells…. – Jego głos brzmiał niemal jak szept. Nie chciał jej wcale wystraszyć. Nic z tych rzeczy. Po prostu poczuł nieodpartą pokusę zrobienia tego. Nie dbając o nic przysunął się blisko niej. Czuł jej urywany oddech i nerwowe bicie serca. Delikatnie ujął jej twarz i zbliżył, po czym czule i delikatnie pocałował ją. Oszołomiona Bella oddała mu pocałunek by po chwili oderwać się od chłopca. Spojrzała na niego z nieskrywaną złością. – Ja nie zrezygnuje. – Powiedział tylko gdy kazała mu wyjść. – Będę walczył. – Nie spodziewała się takiego zagrania ze strony chłopca. W dodatku wyczuła obecność Edwarda. Nie myliła się. Stał a w kącie a na jego twarzy malował się wyraz niezadowolenia.
- Mogłeś coś zrobić. – Rzuciła oskarżycielsko w jego stronę.
- Miałem go zaatakować? – Edward wydawał się zdumiony jej propozycją. – Groziłoby to wojną. Jest nas za mało by walczyć ze sforą wściekłych wilków. Nie jest to najlepsze wyjście. – Zdawała sobie sprawę, że miał racje. Nie wyobrażała sobie życia bez Edwarda. Zdążyła się już o tym przekonać. Rezygnując z dalszej części kłótni podeszła do chłopca i przytuliła go do siebie. Kochała go a on ją. Tylko to się teraz liczyło.

&&& &&& &&&

Moja pamięć wzrokowa zawodziła. Od kilku godzin usiłowałam odtworzyć obraz nieznajomego chłopca, który uratował mi życie. Nic z tych rzeczy. Znajdywał się zawsze fragment, który nie pasował do całości. A to nos, a to oczy. Byłam zła na siebie, że nie przestudiowałam jego rysów dokładniej. Był jak najprawdziwszy okaz arystokraty. Chciałabym bardzo zobaczyć go jeszcze, ale nie liczyłam na to zbytnio. Na pewno nie chodził to prywatnej szkoły. Nie wiedzieć czemu czułam, że jeszcze się spotkamy. Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos kroków na dole. Zrezygnowana wiedząc, że nic nie zdziałam odłożyłam przybory i zeszłam na dół. Jak się okazało był to mój tata, ale wyglądam o wiele inaczej niż zwykle. Postarzał się , zmizerniał. Zupełnie nie spodziewałam się takiego widoku. Dawniej tata był pełen wigoru i osobistego uroku. Dziś przestawiał jedynie namiastkę tamtego człowieka. Współczuła mu, ale miała również wiele żalu, że wyrzucił je z życia nie mówiąc nic. Przez wiele lat obwiniałam go o nieszczęście mamy, która nieraz płakała po nocach. Nie myślałam nawet, że jeszcze kiedyś się spotkamy. A przynajmniej, że tak prędko. Kiedy widziałam go po raz ostatni miałam nadzieje, że już nigdy go nie spotkam.
- Witaj. – Powiedział niepewnym głosem. Widać było, że jest mu niezręcznie a i ja nie zamierzałam niczego ułatwiać. Mama mówiła mi, że mam bardzo podobny charakter do ojca. Jeśli chciałam umiałam postawić na swoim lepiej niż ktokolwiek inny.
- Cześć. – Odpowiedziałam całkowicie obojętnie. Nie chciałam robić mu przykrości, ale z góry zaplanowałam sobie, że nie dostanę w Forks. Za dwa lata osiągnę pełnoletniość a potem wracam do Hollyvood, gdzie czułam, że znajduje się moje miejsce. Ciągnęło mnie do show biznesu. Choć miałam artystyczny talent chciałam być kimś więcej niż zwykłą malarką. Żałowałam, że człowiek ma tak mało życia na zrealizowanie swoich marzeń. Niestety taka była kolej życia. Widząc, że nasza rozmowa nie będzie się kleić opuściłam go obiecując, że nie wrócę zbyt późno. właściwie to nie chciałam nigdzie wychodzić. Po prostu nie mogłam znieść że jestem w nim w jednym pokoju. Wiem, że jest to okropne, ale nie mogłam inaczej. Po prostu czułam się zawiedziona jego zachowaniem i nie liczyłam, że coś się zmieni. Było już dość późno i zimno. Większość osób już dawno spała spokojnie w swoich domach. Ja jakoś nie mogłam. Spacerując po rezerwacie doszłam do starej studni, już od dawna nie używanej. Ku mojemu zaskoczeniu przy niej był Jacob. Wyglądał na jakiegoś zasmuconego.
- Coś się stało? – Spytałam uśmiechając się łagodnie. Cieszyłam się, że go znowu zobaczyłam. Zawsze byłam zaprzyjaźniona z Jacobem, i znów mogłam odnowić dawną przyjaźń.
- Kobiety.- Mruknął myślami bardziej do siebie jak do mnie. Zaciekawił mnie. Jacob nie wyglądał na kogoś, kto miałby problemy sercowe a jednak. Gestem zachęciłam by powiedział coś więcej.
- Ma na imię Bella. – Zaczął z rozmażeniem w głosie. – Poznasz ją gdyż dopóki nie będziesz miała swego samochodu to wówczas ona będzie cię zawozić do szkoły. – Byłam ciekawa osoby, która najwyraźniej złamała mu serce. Nie wyglądał na szczęśliwego i nie wdawał się w szczegóły. Widać było, że wzdychał do niej a ona najwyraźniej odrzucała jego zaloty. Byłam ciekawa dlaczego, ale chłopak zakończył dyskusje. Przy najbliższej okazji postanowiłam narysować jego profil. Dzień zaczął się niezbyt udanie i podobnie się zakończył. Mogłam mieć nadzieje, że później będzie lepiej. Czas jednak pokaże. Dla niektórych jest sprzymierzeńcem a dla innych wrogiem. Czym będzie dla mnie? Pożyje i zobaczę….

&&& &&& &&&


MAM NADZIEJE, ŻE CI KTÓRZY CZEKALI NIE ZAWIEDLI SIĘ. MIMO WSZYSTKO NIE ŁATWO BYŁO STWORZYĆ DRUGI ROZDZIAŁ I LICZĘ, ŻE WAM SIĘ SPODOBA. MAM TAKĄ PROŚBĘ. JEŚLI KTOŚ SIĘ ZNA NA TWORZENIU SZABLONÓW BYŁABYM WDZIĘCZNA. PRZYDAŁOBY MI SIĘ COŚ NOWEGO I FAJNEGO. PROSZĘ O KONTAKT W TEJ SPRAWIE I NAPRAWDĘ JAKOŚ SIĘ ODWDZIĘCZĘ. POZDRAWIAM I ZAPRASZAM NA CIĄG DALSZY, KTÓRY WKRÓTCE NASTĄPI. FANÓW HARREGO POTTERA ZAPRASZAM NA MOJE DWA BLOGI:
www.hermiona-kontra-draco.mylog.pl (zakazane uczucie Hermiony i Draco. Zastanawiam się czy kontynuować.)
www.z-nienawisci-do-milosci.blog4u.pl (całkiem nieznane dotąd losy Lily i Jamesa. Coś poważnego i innego niż te znane wam do tej pory)
ZAPRASZAM SERDECZNIE CIEKAWYCH MOJEJ DOTYCHCZASOWEJ TWÓRCZOŚCI.


Tekst pogrubiony

rosmaneczka 3/02/2009 17:38:23 [Powrót] Komentuj



Fajny pomysł z tą miłością. Jestem ciekawa jak to dalej się potoczy. A dodałam Cie do linków na moim blogu. Zapraszam do ocenienia jak na razie mojego pierwszego rozdziału na http://milosc-nadzieja-swiata.blog.onet.pl/
titteya 15/02/2009 19:55:13
| brak www IP: 83.7.108.143

Przeczytałam wszystko i bardzo mi się podoba. Sama jestem wielką fanką zmierzchu. A tu widzę miłość wilkołaka i wampira. Świetny pomysł Informuj mnie o nowych. Czy chcesz abym również Cię informowała? A z tym szablonem to mogłabym pokombinować jeśli chcesz to pisz na gg 3424189
Olka_93 15/02/2009 11:45:49
| brak www IP: 79.184.162.152

W końcu udało mi się przeczytać Twoje opka. I co? Bardzo mnie wciągnęły i nie mogę doczekać sie kolejnego! Mam nadzieję, że napiszesz szybko! :P U mnie na http://zmierzch-esther.blog.onet.pl/ pojawił się kolejny rozdział. Jeślich chcesz przeczyać to zapraszam. Zapraszam również na mojego drugiego bloga http://intruz-wered.blog.onet.pl/
Esther 14/02/2009 18:35:07
| brak www IP: 89.228.200.51

Hej. Wpadłam tylko poinformować, że u mnie nowość.
Jadis 14/02/2009 13:49:09
| brak www IP: 78.8.10.59

Po pierwsze dziękuję za tak pozytywny komentarz na moim blogu. Bardzo miło czyta się takie słowa uznania, choć na nie nie zasłużyłam :) A teraz do rzeczy.
Trochę mi to zajęło, ale przeczytałam dwa rozdziały i muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona. Podoba mi się pomysł na Twoje opowiadanie: to, że nie wcieliłaś się w Bellę (jak większość autorek), tylko wprowadziłaś swoich własnych bohaterów. Polubiłam postać Lisbet, jest bardzo dobrze wykreowana. Podoba mi się też forma, w jakiej opisujesz zdarzenia - raz pamiętnik, raz narrator; przedstawiasz daną sytuację z różnych perspektyw. I skupiasz się na uczuciach bohaterów, opisujesz ich przeżycia wewnętrzne, co bardzo dobrze Ci wychodzi. Jestem ciekawa, co wyniknie z tego uczucia rodzącego się pomiędzy wampirem, a pół-Indianką, więc na pewno wpadnę przeczytać następny rozdział :) Dodaję do linków i serdecznie pozdrawiam [the-last-open-door.blog.onet.pl]
Alexa 14/02/2009 12:26:11
| brak www IP: 91.146.237.1

Ruszyła nowa oceniania. Nie wiesz co inni sądzą o twoim blogu? Sprawdź to na http://surowym-okiem.blog.onet.pl/
Arwena 13/02/2009 21:02:59
| brak www IP: 83.4.0.201

Kochanie, u mnie nowość. Zapraszam!
Pozdrawiam,
Lenn
Leanne 13/02/2009 14:05:32
| http://helena-tim-johnny.blog4u.pl IP: zalogowany

Komplement dość przesadzony, ale i tak dzięki :D.
Podejrzewam, iż nowy rozdział pojawi się niebawem. Na pewno w weekend mnie natchnie czy co...
iza 11/02/2009 23:07:30
| brak www IP: 90.129.109.72

Informuje iż pojawił się pierwszy rozdział.
Zapraszam i pozdrawiam.
iza 11/02/2009 21:22:15
| brak www IP: 90.129.109.72

Hej:) Zparaszam na nowy rozdział na kamien-ciemnosci. Mile widzane komentarze z opinią:*
Mery 11/02/2009 14:16:11
| brak www IP: 193.19.165.21


Podstrona: *1* / 2 / 3



>>Lay & html by Mirabell Powered by blog4u <<